Startup Magazine

Artykuły

Co wolno inwestorowi, a co przedsiębiorcy

Marek Dobreszewski

Przed podpisaniem umowy inwestycyjnej uzupełnia się inny dokument, zwany term-sheetem. Zawiera on szereg ustaleń pomiędzy inwestorem a założycielem lub założycielami firmy. Ustalenia te, w rozwiniętej formie, trafiają później do docelowej umowy. Na co zwracać uwagę?

Term-sheet przygotowuje inwestor i jest to dokument, który kończy etap negocjacji i wskazuje, że pomiędzy inwestorem a przedsiębiorcą doszło do porozumienia co do głównych warunków współpracy. Term-sheet nie jest jednak umową, nawet przedwstępną, nie jest też ofertą. To bardziej coś na kształt listu intencyjnego, który może zawierać zobowiązanie do zachowania poufności i ograniczoną czasowo klauzulę wyłączności. 

W trakcie pracy nad term-sheetem udział prawników nie jest niezbędny, niemniej warto, aby prawnik rzucił okiem na dokument, zanim go podpiszesz. Celem dokumentu jest przede wszystkim doprowadzenie do zgodności, że wszystkie kluczowe punkty i intencje inwestora i przedsiębiorcy są zrozumiałe i zaakceptowane. Najczęściej term-sheet ma 2-4 strony. 

Najpierw term-sheet, potem umowa

Term-sheet powinien określać strony, przedmiot i cel inwestycji, wycenę akcji/udziałów, sposób przeprowadzenia inwestycji, sposób wyjścia z inwestycji, liczbę udziałów przyznanych inwestorowi oraz inne istotne elementy, które trafią do przyszłej umowy inwestycyjnej. Dodatkowo określa skład zarządu spółki, a także relacje zarządu i organu nadzorującego (gdy taki występuje). 

Zdarza się, że term-sheet określa tryb prowadzenia negocjacji lub kwestie związane z wyłącznością, poufnością i kosztami ponoszonymi w ramach negocjacji oraz finalizacji umowy inwestycyjnej – nie zdziw się więc, gdy takie informacje znajdą się w tym dokumencie. Z kolei gdy podpiszesz już term-sheet, trafia on do prawników inwestora, którzy na jego podstawie tworzą już umowę inwestycyjną. 

Umowa inwestycyjna może regulować wiele różnych kwestii, dlatego nie powinno dziwić, gdy będzie ona mieć kilkadziesiąt stron lub więcej – zupełnie jak umowa przy kredycie hipotecznym.  Najczęściej kwestie regulowane umową inwestycyjną to struktura inwestycji (kiedy inwestor i w jaki sposób wpłaci pieniądze; że będzie miał prawo pierwszeństwa, prawo przyłączenia, czy prawo przyciągania), jak i zakaz konkurencji, zakaz działalności inny niż na rzecz spółki, jak również oświadczenia i zapewnienia dot. założyciela/założycieli firmy. 

Co budzi kontrowersje? 

Po pierwsze, zakaz konkurencji. Inwestor może sobie zażyczyć, aby założyciel firmy poświęcał cały czas zawodowy na pracę na rzecz projektu. Dzięki temu inwestor chce zyskać pewność, że przedsiębiorca nie będzie prowadził działalności podobnej do tej, która ma być przedmiotem wspólnego projektu. Problemem jest jednak to, że przy tym zapisie często znajduje się szeroko rozumiana „działalność konkurencyjna”. I tak, przedmiotem inwestycji może być serwis internetowy, a działalność konkurencyjna może zostać zdefiniowana jako „prowadzenie serwisu internetowego”. Trzeba wtedy ustalić, że nie chodzi o prowadzenie jakiegokolwiek serwisu internetowego. Dodatkowo za przedmiot działalności konkurencyjnej może być uznane też występowanie w charakterze pełnomocnika, doradzanie czy nawet posiadanie udziałów. Pamiętaj: wszystko musi być maksymalnie doprecyzowane. 

Druga kwestia, na którą trzeba uważać, dotyczy już umowy samej spółki. Wbrew pozorom inwestor nie musi mieć większości udziałów w firmie, aby posiadać nad nią pełną kontrolę. Inwestorzy mogą rezerwować sobie daleko idące uprawnienia, np. przewidywać szeroki katalog decyzji, które do swojej ważności wymagają decyzji walnego zgromadzenia, a jednocześnie w postanowieniach dotyczących tego zgromadzenia zamieścić zastrzeżenie, że uchwała walnego zgromadzenia wymaga głosowania inwestor „za”. Wówczas nawet jeśli inwestor ma 1% udziałów, może blokować decyzje istotne z punktu widzenia przedsiębiorcy.